Były kobiety, wobec których stosowano przemoc fizyczną podczas porodu…


– Nie zostawiajmy żadnych nadużyć, bo problemy same się nie rozwiążą – mówią Edyta Nowicka i Małgorzata Mielczarek z ruchu społecznego „Rodzić po Łódzku”, który w latach 2017-2019 prowadził monitoring szpitali położniczych w Łodzi. 

(na zdjęciu: Edyta Nowicka podczas Kongresu Kuźni Kampanierów 2019, organizowanego przez Instytut Spraw Obywatelskich.)

Jak rozpoczęła się Pani przygoda z aktywizmem społecznym?

Edyta Nowicka: Wszystko zaczęło się od porodu w nieistniejącym już szpitalu PRO-Familia w Łodzi. Rodziłam tam w bardzo dobrych warunkach, atmosfera w szpitalu była wspaniała, lekarze odnosili się do wszystkich pacjentek z szacunkiem, a położne były bardzo przyjazne. Naprawdę czułam, że wszyscy troszczą się o zdrowie moje i mojego dziecka. Dziś uważam, że było to jedno z najlepszych doświadczeń w moim życiu. Po jakimś czasie okazało się, że wspomniany szpital nie dostanie kontraktu z NFZ, co oznaczało jego zamknięcie. W obronie szpitala spontanicznie skrzyknęli się jego byli pacjenci, tworząc wtedy jeszcze nieformalną grupę „Rodzić po Łódzku”. W ciągu niecałej doby inicjatywą na Facebooku zainteresowało się około dziewięciu tysięcy osób. Tak duży odzew w społeczeństwie dawał nadzieję, że szpital uda się uratować. Wtedy jeszcze nie byłam częścią inicjatywy i nawet nie zakładałam, że przez następne trzy lata będę tak aktywna społecznie. W trakcie jednego z protestów poznałam kobietę, która zwierzyła mi się ze swoich negatywnych doświadczeń z porodu w innym szpitalu. Przepaść między tym, co ja przeżyłam, a przez co musiała przejść ona, była gigantyczna. To właśnie był jeden z najważniejszych czynników. Zatem mogę powiedzieć, że moje zaangażowanie nie wyniknęło z przeżytej traumy, a właśnie z pozytywnych doświadczeń i pragnienia, aby inne kobiety mogły doświadczyć tego co ja.

Osoby, które nie czytały Państwa raportu, pewnie nie podejrzewają nawet, z jakimi negatywnymi sytuacjami spotykają się kobiety na oddziałach położniczych?

E.N.: Cóż, nawet ja kiedy zgłosiłam się do ogólnopolskiego projektu strażniczego „Rodzić po Ludzku”, nie byłam przygotowana na to, czego się dowiem. Największym szokiem okazało się, że były kobiety, wobec których stosowano przemoc fizyczną podczas porodu. Najczęściej chodziło o siłowe przywiązywanie nóg do fotela. Choć skala zjawiska była stosunkowo niewielka, to nie powinna mieć miejsca w żadnym przypadku.

Dużo częściej kobiety spotykają się z przemocą słowną: „urodzisz, choćbyś się miała posrać”, „zanim się zrobiło dziecko, trzeba było dupę odchudzić”, „jak się bzykałaś, to cię nie bolało, a teraz cię boli?”. To również skrajne przypadki, ale nie wyobrażam sobie, że podobnego języka mogliby używać urzędnicy. Gdyby coś takiego stało się na przykład w urzędzie skarbowym, opinia publiczna zareagowałaby natychmiast. Dlaczego takie zachowania są akceptowane w szpitalach?

No właśnie, dlaczego?

E.N.: Nigdy nie wiadomo, do jakich komplikacji może dojść podczas porodu. Trzeba zrozumieć, w jak stresującej sytuacji znajduje się rodząca kobieta. Jest naga, nie może się bronić i przede wszystkim chce mieć pewność, że jej dziecko będzie bezpieczne. Ponadto pacjentki często obawiają się, że zły kontakt z personelem może mieć negatywny wpływ na poród. Z rodzenia nie można zrezygnować, spakować ubrań i poszukać nowego szpitala. Złe doświadczenia z porodu nie są sprawą wyłącznie kobiet. Traumatyczne sytuacje rzucają cień na życie całej rodziny. Oczywiście jest bardzo dużo bardzo dobrych lekarzy i położnych, którzy powodują, że poród może być pięknym przeżyciem. To o czym mówimy to promil i nie chcemy wszystkich mierzyć tą samą miarą. Należy jednak pamiętać, że złe doświadczenia z porodu mogą wpłynąć na decyzję o kolejnym dziecku.

Skąd biorą się takie zachowania, jak te opisane wyżej?

E.N.: Dużo zależy od dyrektorów szpitali i tego, jak zarządzają oddziałami. Z doświadczenia wiemy, że w tych szpitalach gdzie kładzie się nacisk na komunikację i szkolenia z umiejętności miękkich, sytuacja jest zdecydowanie lepsza.

Czy trudno połączyć aktywizm społeczny z wychowaniem dziecka?

E.N.: Dla nas na pewno nie. Poczucie wspólnego celu i możliwość zaangażowania się w inicjatywę „Rodzić po Łódzku” całych rodzin, były naprawdę wspaniałym doświadczeniem! Zazwyczaj kiedy się spotykałyśmy, żeby wspólnie pisać wnioski i rozmawiać o dalszych planach ruchu społecznego, wtedy nasze dzieci razem się bawiły. Takie doświadczenia bardzo nas zbliżyły do siebie. Był taki czas, a dokładnie to na samym początku naszej działalności, kiedy wstawałam o piątej nad ranem, żeby spokojnie popracować, zanim dziecko się obudziło. Wbrew pozorom nie było to kłopotliwe, bo zaangażowanie w działalność społeczną to stały zastrzyk adrenaliny. Oczywiście, zdarzały się sytuacje trudne. Najgorzej wspominam okres, kiedy obiecano nam, że szpital, o który walczyłyśmy w Łodzi, dostanie kontrakt z NFZ. Tak się nie stało, a poczucie bezsilności zaczęło przybierać formę wypalenia. Wtedy nieoceniona okazała się pomoc fundacji „Rodzić po Ludzku”, która przekazała nam bardzo wiele swoich doświadczeń. Szpitala nie uratowaliśmy, ale obecnie pracujemy nad poprawą  przestrzegania praw pacjenta w szpitalach położniczych, które funkcjonują w Łodzi. Dowiedziałyśmy się, jak działać skutecznie i jak poprawnie pisać wnioski. Zawsze możemy zwrócić się do Fundacji po pomoc i radę. Wspierają nas również swoją ogromną wiedzą merytoryczną, podczas spotkań z decydentami.

rodzic po ludzku_fotoRPL
od lewej: Joanna Pietrusiewicz – prezes Fundacji Rodzić po Ludzku, Małgorzata Mielczarek i Edyta Nowicka – ruch społeczny Rodzić po Łódzku, Iwona Adamska – wsparcie prawne, Fundacja Rodzić po Ludzku oraz Szymon Osowski – prawnik Fundacji Rodzić po Ludzku oraz prezes Stowarzyszenia Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska

Według Państwa monitoringu kobiety w okresie okołoporodowym są bardzo niezadowolone z poziomu dostępu do informacji na temat swojego stanu zdrowia i innych kwestii związanych z rodzeniem.

Małgorzata Mielczarek: Często zdarza się, że personelowi wygodniej jest nie prezentować pacjentce dostępnych opcji i praw, jakie jej przysługują. Dla niektórych pracowników służby medycznej pacjentki, które wiedzą zbyt dużo, są bardziej problematyczne. Oczywiście trzeba zaznaczyć, że nie dotyczy to wszystkich lekarzy czy położnych. Miałam szczęście mieć cudowną położną, aczkolwiek zdarzają się sytuacje, gdy personelu brakuje i wszystko robi się na czas, jak w fabryce. Wtedy po prostu wygodniej jest nie informować kobiety o jej prawach. Stąd biorą się komentarze w stylu: „my wiemy lepiej”, „nie pyta, tylko robi to, co mówię”.

E.N.: W temacie położnictwa dużo się zmieniło. Kiedyś nieinformowanie pacjentki było normą. Na szczęście teraz są standardy, których pracownicy służby zdrowia muszą przestrzegać. Bardzo dobrym przykładem jest zapis mówiący o tym, że pacjentka w sposób zrozumiały musi mieć wyjaśnione, jakie czynności lekarskie będą wobec niej podejmowane oraz jakie leki zostały jej przepisane. Podobnie jest z prawem informacji na temat stanu zdrowia dziecka. Wielu lekarzy jednak funkcjonuje w tej starej mentalności i traktuje pacjentki z wyższością. Tymczasem to właśnie informowanie rodzącej o jej stanie zdrowia wyraźnie wpływa na zwiększenie zaufania wobec pracowników – personelu medycznego położnictwa. Niestety mentalnie część lekarzy tkwi w latach 80.

Nie tylko część lekarzy mentalnie tkwi w latach 80. Jaki jest stan infrastruktury szpitalnej?

M.M.: Problemy z infrastrukturą są, ale powiedzmy to wyraźnie – wiele kobiet doceni dobre warunki, jednak nie jest to kluczowa kwestia. Wygoda nie jest najważniejszym kryterium w wyborze szpitala. Dużo ważniejsze jest bezpieczeństwo.

Jak można pomóc inicjatywie „Rodzić po Łódzku” w działaniach?

E.N.: Ponieważ wiele naszych akcji się rozkręca, jesteśmy w takiej sytuacji, że przyda nam się pomoc z każdej strony. Oczywiście stale potrzebujemy wsparcia wolontariuszy i wolontariuszek do dalszego prowadzenia monitoringu w szpitalach. W przyszłości planujemy organizować również warsztaty z praw pacjentów na oddziałach położnictwa, które będą się odbywały w innej przestrzeni niż szpitalna, dlatego chętnie nawiążemy współpracę z psychologami i trenerami personalnymi. Bardzo przydałaby się nam pomoc osób, znających się na grafice komputerowej. Chętnie nawiążemy też współpracę z innymi organizacjami pozarządowymi, z którymi moglibyśmy razem działać i wspólnie wywierać presję. Jeżeli ktoś chciałby nam pomóc, a nie bardzo wie jak, to po prostu niech do nas napisze – wszystkie ręce na pokład!

Dziękujemy za rozmowę. Czy chciałyby Panie przekazać coś naszym Czytelnikom?

M.M.: Zachęcamy wszystkie kobiety do wypełniania naszej ankiety. Dzięki temu możemy kontrolować, czy sytuacja w szpitalach ulega poprawie i wiemy, nad czym jeszcze trzeba pracować.

Jeśli dojdzie do naruszeń praw pacjenta, to proszę nie bać się tego zgłaszać. Jako organizacja pomożemy w pisaniu skarg do szpitali. Nie zostawiajmy żadnych nadużyć, bo problemy same się nie rozwiążą.

E.N.: Przede wszystkim nagłaśniajmy takie sprawy. Nie dopuszczajmy do sytuacji, w których kobiety zostają same ze swoimi traumami i żyją z nimi przez wiele lat.

Musimy pomagać sobie wzajemnie w przepracowywaniu trudnych sytuacji. Niech każda kobieta, która czuje, że potrzebuje wsparcia, zgłosi się do nas – razem jesteśmy silniejsze.

Rozmawiał Piotr Kaźmierczak

(Monitoring trwa cały czas. Na podstawie ankiet z lat 2017-2019 powstały raporty dotyczące poszczególnych szpitali i problemów w nich występujących. Obecnie nadal prowadzimy interwencje w szpitalach, informujemy decydentów, walczymy o zmianę. Zachęcamy dziennikarzy do mówienia o tej tematyce. Powstało kilka programów i artykułów dla mediów  ogólnopolskich: Newsweek, Wysokie Obcasy, Czarno na Białym Fakty TVN.) 

 

ANKIETA – link

RAPORT – link