#Górski_prowokuje: Obywatelski Trójkąt Bermudzki


Dlaczego w ciągu ostatnich 30 lat kolejne rządy nie wdrożyły Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich, na wzór tego, który dziś wdraża rząd Zjednoczonej Prawicy? To zagadka większa niż sekrety Trójkąta Bermudzkiego. 

Taką złośliwą refleksję wygłosiłem w Belwederze 20 lutego br. podczas seminarium „Obywatele dla Niepodległej – 100 lat polskiej samoorganizacji społecznej”, na które zostałem zaproszony przez Kancelarię Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Refleksja naszła mnie po wysłuchaniu wystąpień, związanych z historią i teraźniejszością aktywności obywatelskiej w naszym państwie.

Na swoje pytanie mam odpowiedź. Moim zdaniem po 1989 roku nie było wśród rządzących nikogo, kto by znał, rozumiał i chciał wzmocnić organizacje obywatelskie. Na początku transformacji społecznicy mieli sobie poradzić sami na „wolnym rynku”. Podejście „elit” okrągłego stołu dobrze obrazuje fragment wywiadu rzeki Roberta Krasowskiego z Janem Rokitą w książce „Anatomia przypadku”:

Otóż państwo komunistyczne zbudowało za publiczne pieniądze nie tylko PZPR i ZSL, ale całą sieć komunistycznych agend i instytucji: organizacji młodzieżowych, spółdzielni mieszkaniowych, kółek rolniczych, instytucji pseudonaukowych i Bóg wie czego jeszcze. Więc trzeba było robić świadomie wielką przebudowę społeczną i cały ten świat fikcji stworzonej przez komunizm likwidować […]. Albo co najmniej należało stworzyć za publiczne pieniądze wolnego państwa sieć instytucji alternatywnych. Tymczasem wtedy, kiedy to było najbardziej potrzebne, rząd Mazowieckiego zablokował finansowanie instytucji społeczeństwa obywatelskiego w imię jakiejś wyzbytej sprawiedliwości, doktrynalnie pseudoliberalnej ideologii: skoro komuniści finansowali przez czterdzieści lat swoje instytucje, to my teraz pokażemy, że nie będziemy finansować żadnych.

Po kilkunastu latach „wolnej amerykanki”, w której organizacje obywatelskie przegrywały z działającymi w sposób brutalny układami polityczno-biznesowymi, nastąpiło nowe rozdanie. Organizacje stały się przedłużeniem urzędów i miały wykonywać zadania publiczne, zlecane przez państwo.

Blokada społeczników rozwijała się w najlepsze. Działając od 1995 roku sam doświadczałem jej wiele razy. Celnie ujął ten czas wicepremier Piotr Gliński w swojej książce pt. „Style działań organizacji pozarządowych w Polsce. Grupy interesu czy pożytku publicznego” wydanej w 2006 roku: Podstawową blokadą samoorganizacji obywatelskiej w Polsce jest więc niechętna sektorowi pozarządowemu postawa większości polskich elit – nie tylko zresztą elit politycznych, ale także kulturalnych, medialnych, biznesowych, a nawet intelektualnych. Stosunek tych kręgów do idei oddolnej samoorganizacji społecznej zawiera się w postawach politowania i pogardliwej wyższości.

Na wspomnianym wyżej seminarium w jednym z wystąpień profesor Ewa Leś zauważyła, że potrzebna jest właściwa, przyjazna i śmiała polityka państwa, żeby miała miejsce dobra dynamika rozwoju organizacji obywatelskich. Zgadzam się w pełni. W tym kierunku zmierza dziś Narodowy Instytut Wolności, ogłaszając Program Rozwoju Organizacji Obywatelskich. Po 30 latach w końcu doczekaliśmy się aktywnej polityki państwa na rzecz wzmacniania działań misyjnych i rozwoju instytucjonalnego organizacji obywatelskich. Warto to docenić. A czy z tej mąki będzie chleb, to czas pokaże…

Autor: Rafał Górski