MEGAUSTAWA 5G – Czy ta Księga rzeczywiście jest Biała? (cz. 2)


Ze względu na wagę i aktualność tematu 5G, w trzech częściach przypominamy treść ekspertyzy „MEGAUSTAWA 5G – Czy ta Księga rzeczywiście jest Biała?”, przygotowanej przez eksperta Pawła Wypychowskiego dla Instytutu Spraw Obywatelskich. Kolejną, ostatnią część opublikujemy w poniedziałek 25 listopada. Zachęcamy do lektury.

Bezpieczeństwo państwa a sieć bezprzewodowa 5G

Rozważając sieci bezprzewodowe (w tym 5G) w kontekście bezpieczeństwa państwa, należy wziąć pod uwagę podatność tej technologii na ataki. Należy też zidentyfikować i ocenić ryzyka dla infrastruktury krytycznej kraju. Nie mniej ważne jest ustalić, jaki winien być zakres kontroli państwa nad operatorami sieci oraz instalowanymi w niej urządzeniami, tak by zapewnić efektywny nadzór właściwych służb dla realizacji celów obronnych i ochrony porządku publicznego kraju.

Nie jest tajemnicą, że sieci bezprzewodowe charakteryzują się znacznie większą podatnością na ataki, w stosunku do sieci światłowodowych czy kablowych. W sytuacji, gdy sieci światłowodowe są w kraju bardzo słabo rozwinięte, wymuszone jest stosowanie mniej bezpiecznych rozwiązań bezprzewodowych. By częściowo ograniczyć to ryzyko, można tworzyć bezprzewodowe sieci dedykowane. Jest to jednak rozwiązanie kosztowne.

Z racji, że bezprzewodowe sieci publiczne są używane powszechnie przez wszystkich – włączając w to polityków, przedstawicieli państwa, agendy rządowe i służby – nie można ignorować ryzyka narażenia wrażliwych danych transmitowanych sieciami bezprzewodowymi. Do tego technologia 5G obiecuje szerokie możliwości zdalnego odczytu i sterowania (Internet rzeczy), co może skłaniać do stosowania jej w zarządzaniu infrastrukturą krytyczną.

Szczegółowa analiza i ocena bezpieczeństwa sieci 5G należy do ekspertów i odpowiednich służb państwa. Wdrażając nową technologię w skali całego kraju, koniecznie jednak musimy zdawać sobie sprawę z tego, jakiego rodzaju i jakiej skali konsekwencje to implikuje. Jakie wymagania nakłada na służby państwowe. Co za tym idzie, jakie działania i nakłady są konieczne, już od etapu przygotowań i wdrożenia, żeby zapewnić efektywną kontrolę państwa i bezpieczeństwo obywateli.

Warto wymienić w tym miejscu choćby podstawowe ryzyka (podatności) publicznej sieci bezprzewodowej 5G:

  • podatność infrastruktury bezprzewodowej na akty terroru (dotyczące samych stacji bazowych, jak również łączących je radiolinii),
  • podatność na broń elektromagnetyczną (impuls elektromagnetyczny EMP),
  • podatność na podsłuch, ingerencję i modyfikację przesyłanych danych (ataki MITM [15]), zarówno w warstwie elektromagnetycznej [16], jak i w warstwie sprzętowej i programowej urządzeń sieci,
  • podatność na „furtki” (backdoor), pozostawione przez producentów sprzętu, jak i służby wywiadowcze ich krajów – zarówno w warstwie sprzętowej urządzeń, jak i w warstwie oprogramowania – umożliwiające podsłuch i modyfikację danych, jak również wpływ na działanie urządzeń, w tym ich czasową lub permanentną dezaktywację,
  • podatność na zakłócenie działania przez gwałtowne zjawiska atmosferyczne, zarówno naturalne, jak i będące efektem katastrof.

Powyższe ryzyka są trudne do zbagatelizowania. Zwłaszcza, że mówimy o nowej technologii o zasięgu ogólnokrajowym, z olbrzymią liczbą nowo instalowanych urządzeń pochodzących od zagranicznych producentów [17]. Urządzenia sieci 5G są zaawansowane technologicznie i pracują w nowych, szerokich pasmach częstotliwości. Właścicielami i operatorami są podmioty komercyjne. Można się spodziewać, że dążąc do maksymalizacji zysku finansowego, będą marginalizować istotne kwestie bezpieczeństwa.

Widać więc, że przed państwem polskim stoi przy wdrożeniu 5G wyzwanie niebagatelne. Obywatele mają prawo upewnić się, że kontrola państwa jest w tym zakresie zagwarantowana, pytając m.in.:

  • Czy służby państwowe dysponują odpowiednim zapleczem ludzkim, organizacyjnym, sprzętowym i budżetowym, by być w stanie prowadzić badania bezpieczeństwa i dopuszczać do użycia w kraju zagraniczny sprzęt telekomunikacyjny instalowany w sieciach 5G?
  • Czy służby państwowe dysponują odpowiednimi środkami kontroli (technicznymi, prawnymi i finansowymi), by sprawować efektywny nadzór nad komercyjnymi podmiotami budującymi sieć 5G i nią zarządzającymi?
  • Czy służby dysponują odpowiednimi środkami technicznymi do selektywnego zakłócania (jamming) i wyłączania sieci 5G w rejonach akcji terrorystycznych i zamieszek? Nowe częstotliwości i szerokie pasma sieci 5G wymagają w tym celu nowego, jednocześnie sprawdzonego w działaniu sprzętu. I to w dużej ilości, ze względu na gęstość stacji sieci 5G.

Tymczasem, Megaustawa daje operatorom jedynie daleko idące uprawnienia. Wyłącza przy tym kontrolę samorządów i obywateli. Nie nakłada natomiast na operatorów jakichkolwiek obowiązków i odpowiedzialności w zakresie obronności i bezpieczeństwa państwa. Obywatele mają prawo w tej sytuacji zapytać, kto ma ponieść koszty koniecznych działań na rzecz bezpieczeństwa, związanych z budową i korzystaniem z sieci 5G?

Promieniowanie 5G a zdrowie obywateli

Kontrowersje wokół oddziaływań biologicznych pól elektromagnetycznych narastają od dziesięcioleci. Rozwój powszechnej, komercyjnej telekomunikacji bezprzewodowej spowodował objęcie całej populacji silnym promieniowaniem elektromagnetycznym na niespotykaną dotąd skalę. Badania naukowe nie są już w stanie nadążyć za tempem wprowadzania na rynek nowych technologii. Ta przepaść się powiększa. Konsumenci, w pogoni za nowoczesnością, a przede wszystkim branża telekomunikacyjna w pogoni za zyskiem finansowym, wymuszają działanie skądinąd irracjonalne i nieodpowiedzialne – wdrażanie kolejnej technologii bezprzewodowej, bez dowodu jej bezpieczeństwa dla zdrowia. I objęcie nią od razu całej populacji kraju.

Jednocześnie, choć powoli, badania naukowe coraz częściej i mocniej kwestionują bezpieczeństwo przewlekłej ekspozycji na promieniowanie elektromagnetyczne. Obywatele znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej strony, wielka siła machiny marketingowej branży telekomunikacyjnej nakłania ich do zakupu i korzystania z kolejnych, nowych wersji technologii (5G). Z drugiej strony, świadomość zagrożeń i dostęp do niezależnej wiedzy naukowej z całego świata wzrasta. Ze świadomością i wiedzą, narastać muszą więc społeczne obawy.

W tej sytuacji, obywatel oczekiwałby od rządzących, jeśli już nie ochrony czy wsparcia niezależnych badań i edukacji, to przynajmniej uszanowania jego wolności, prawa do życia, decydowania o zdrowiu własnym i rodziny. Rzeczywistość, jaką narzuca mu Megaustawa, wygląda niestety zgoła odmiennie.

Spór interpretacyjny co do wyników badań naukowych

Weźmy pierwszy z brzegu przykład tego, jak Ministerstwo Cyfryzacji chce interpretować badania naukowe i jak tę interpretację stara się narzucić społeczeństwu. W Białej Księdze [18] – publikacji przygotowanej przez ministerstwo – w rozdziale „O oddziaływaniach promieniowania mikrofalowego i radiowego na ludzi”, znajdujemy podkreślenie:

„Nie są znane żadne bezsprzecznie potwierdzone mechanizmy bezpośredniego, nietermicznego wpływu mikrofal na rozwój choroby nowotworowej”.

Na powierzchni ta opinia może brzmieć przekonywująco. Prawdopodobnie na taki efekt liczyło ministerstwo. W istocie jednak to stwierdzenie pełne jest ukrytych, ograniczających założeń, pominięć, zniekształceń i nieuprawnionych opinii. Przede wszystkim, można mu przeciwstawić równie, jeśli nie bardziej, prawdziwe twierdzenie:

„Nie są znane żadne bezsprzecznie potwierdzone mechanizmy, które by bezpośrednio i całkowicie wykluczały nietermiczny wpływ mikrofal na rozwój choroby nowotworowej”.

Należy też zauważyć, że w badaniach naukowych, decydujących o zdrowiu i życiu społeczeństwa, istotny jest jednoznaczny wynik (silna statystycznie zależność pomiędzy ekspozycją a rakiem, jak np. w badaniach NTP [19]). Zaś potwierdzenie mechanizmów – wytłumaczenie i dowód tego, co sprawia, że tak się dzieje – jest zdecydowanie mniej istotne. Możemy pozostawić to naukowcom. Wielu mechanizmów chorób nauka do tej pory nie poznała, a jednak eliminuje się czynniki ryzyka, wiedząc, że do powstawania chorób się istotnie przyczyniają. Ministerstwo każe zaś obywatelom czekać, aż nauka udowodni mechanizmy, i to udowodni je bezsprzecznie [20]. Do tego momentu Ministerstwo Cyfryzacji uważać będzie badania naukowe za wadliwe, a wnioski za fałszywe. Nie chce jednak czekać z wprowadzeniem sieci 5G. Pytanie, komu to służy? Obywatelom? Państwu? Czy zdrowie obywateli przestaje być na naszych oczach dobrem narodowym?

Kolejny przykład z Białej Księgi:

„Mitem jest, że agencja IARC uznała promieniowanie radiowe za czynnik rakotwórczy”.

Podobno, tak twierdzi ministerstwo, wszystko rozbija się o niuanse tłumaczenia angielskich słów i zawiłości definicji, jakie stosuje IARC. Po tym wyjaśnieniu, ministerstwo konkluduje, nie po raz pierwszy, że (w jego opinii):

„… nie ma przekonywujących dowodów naukowych potwierdzających rzeczywisty rakotwórczy charakter tego promieniowania”.

Ministerstwo w tej opinii zdaje się stać na stanowisku, że wiedza jego ekspertów o rzeczywistości jest znacznie większa niż wszystkich naukowców prowadzących badania, łącznie z agencją IARC Światowej Organizacji Zdrowia.

Swoją opinię Ministerstwo Cyfryzacji usiłuje w Białej Księdze podeprzeć informacją, że do czynników zaliczonych przez IARC do tej samej grupy 2B jest wiele, podając przykłady: ekstraktu z liści aloesu, kwasu kawowego, oleju napędowego, chloroformu czy niklowanych kolczyków. Ministerstwo nie mówi, że w tej samej grupie znajduje się ołów. Zapomina, że ołowiu nikt by się nie odważył na tej podstawie rozpylać „szerokopasmowo” (jak w 5G) do środowiska życia człowieka. Przeciwnie. Wyeliminowaliśmy ołów z benzyny i zastąpiliśmy ją bezołowiową. Wyeliminowaliśmy go również z lakierów samochodowych. Nawet jeśli było to niewygodne, zrobiliśmy to po to, by nie narażać środowiska i zdrowia całej populacji.

Dla porównania zajrzyjmy do raportu NPZ/IMP. Znajdziemy tam zupełnie odmienną ocenę klasyfikacji WHO/IARC:

„W 2015 r., w najnowszej opinii SCENIHR dotyczącej zagrożeń elektromagnetycznych, podano, że dane naukowe opublikowane w ostatnich latach nie podważają zdania IARC nt. potencjalnej rakotwórczości promieniowania elektromagnetycznego. Nowsze badania amerykańskiego programu toksykologicznego NTP również wspierają, a nawet wzmacniają klasyfikację IARC”.

„Należy zauważyć, że najnowsze badania epidemiologiczne nad występowaniem nowotworów w obrębie głowy i ekspozycji na RF emitowane przez telefony komórkowe potwierdzają klasyfikację IARC. We wszystkich opublikowanych w latach 2016–2018 metaanalizach jednoznacznie wykazano istotny wzrost ryzyka glejaka u długoletnich (>10 lat) użytkowników telefonów komórkowych, zwłaszcza w położeniu ispsilateralnym (po stronie głowy, po której najczęściej umieszczany jest telefon komórkowy)”.

Pytania nasuwają się same. Czy Ministerstwo Cyfryzacji nie konsultowało się z ekspertami Narodowego Programu Zdrowia? Uznało ich wiedzę i opinie za nieistotne? Okazuje się, że ministerstwo nie tylko ignoruje głos obywateli i WHO, ale też głos Narodowego Programu Zdrowia. Kwestia, czy ufać Białej Księdze, czy też opracowaniu NPZ/IMP, jest dla obywateli poza dyskusją, wystarczy je uważnie przestudiować i porównać.

Wykluczeni z życia przez ministerstwo cyfryzacji

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) klasyfikuje syndrom elektrowrażliwości (EHS) jako jednostkę chorobową, którą charakteryzuje zespół niespecyficznych symptomów, jakie ujawniają się u osoby, będącej w obszarze wpływu pól elektromagnetycznych. Najczęściej występują: przewlekłe zmęczenie, kłopoty z koncentracją i pamięcią, zaburzenia widzenia i równowagi, zaburzenia rytmu serca, zaburzenia układu pokarmowego, zmiany skórne. W ok. 10% przypadków zaburzenia są tak poważne, że uniemożliwiają pracę i normalne funkcjonowanie we współczesnym społeczeństwie.

  • Już w 2005 roku WHO stwierdza: „(…) symptomy (EHS) są z pewnością rzeczywiste i mogą się znacząco różnić co do nasilenia. Niezależnie od przyczyny, EHS może być dla osób dotkniętych tym problemem wykluczające z normalnego życia. EHS nie ma klarownych kryteriów diagnostycznych”.
  • Szacuje się, że 3% do 5%, a nawet 10% populacji w Europie jest elektrowrażliwa. Około 8% przypadków dotyczy dzieci. Ta liczba wzrasta z każdym rokiem wykładniczo.
  • W 2012 roku UE zaleciła, aby państwa członkowskie włączyły nadwrażliwość elektromagnetyczną do ich Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych oraz do wykazu chorób zawodowych MOP;
  • UE sugeruje również włączenie zespołu nadwrażliwości elektromagnetycznej do 11 wersji Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych (ICD).

Co na to Ministerstwo Cyfryzacji? W Białej Księdze eksperci ministerstwa odpowiadają:

„(…) elektrowrażliwość jest uznawana za schorzenie idiopatyczne, tzn. takie, którego przyczyny nie są znane i które wywołują bliżej nieokreślone czynniki…” (…) „Osoby zgłaszające objawy (…) często określa się w literaturze fachowej jako osoby samookreślające się jako nadwrażliwe” (…) „sugeruje się, że przynajmniej część efektów można wytłumaczyć czynnikami psychologicznymi”.

Ponownie, ministerstwo ma opinię zgoła odmienną od Światowej Organizacji Zdrowia. Lekceważenie przez Ministerstwo Cyfryzacji dorobku naukowego, badań i klasyfikacji WHO każe zapytać, czy aby ministerstwo nie zamierza zgłosić wniosku o wystąpienie Polski ze Światowej Organizacji Zdrowia. Bo jest ministerstwu z WHO wyraźnie nie po drodze.

W Polsce, jak dotąd, EHS nie jest diagnozowane i leczone. Lekarze ignorują elektrowrażliwość. Oficjalnie, problemu nie ma. Zamykamy oczy i nie chcemy go dostrzec. Warto zapytać, gdzie w takiej sytuacji eksperci ministerstwa zdobyli doświadczenie badawcze i kliniczne w kwestii EHS? Na jakiej podstawie formułują więc tak zdecydowane, jednostronne osądy?

Na tym jednak nie koniec. W dyskusji, na forum Dziennika Polskiego, obywatele zadali pytanie – gdzie w Polsce osoby elektrowrażliwe mogłyby normalnie, spokojnie żyć? Pani wiceminister Wanda Buk odpowiada „(…) wyznaczenie takich miejsc to całkowite wykluczenie takich osób z czegokolwiek i stworzenie de facto średniowiecznych osad”. To, że Pani wiceminister osad bez 5G sobie nie wyobraża, można jeszcze jakoś zrozumieć. To, czego po ludzku zrozumieć się nie da, to pozbawienie ponad miliona rodaków miejsca do życia, wykluczenie ich z pracy, opieki medycznej i pomocy. Czym to jest, jeśli nie średniowieczem?

Pola dobre, pola złe, naturalne czy nie

Biała Księga, Przewodnik po 5G i wystąpienia publiczne ekspertów Ministerstwa Cyfryzacji pełne są przykładów, które mają dowodzić tego, że pola elektromagnetyczne złe dla zdrowia być nie mogą. Nie mogą, bo przecież były i są wokół i wewnątrz nas, naturalnie. Poza tym, sztuczne pola są dobre, bo stosujemy je w terapii i notujemy rezultaty. Sięgnijmy do tej kopalni wiedzy, a raczej kopalni pytań o wiedzę ekspertów ministerstwa.

Zacznijmy od tych dobrych działań terapeutycznych. Jako przykład weźmy diatermię mikrofalową. Wykorzystywana jest w terapii patologii w obrębie tkanek o wysokiej zawartości wody. Częstotliwość pola to typowo 915 MHz lub 2456 MHz. Nie do końca w pasmach 5G, ale blisko. Zanim jednak poddamy się dobroczynnemu wpływowi pól elektromagnetycznych, omówmy działania niepożądane. Diatermia mikrofalowa wywołuje zaćmę. Należy chronić oczy specjalnymi okularami. Przeciwskazania obejmują też pacjentów z obrzękami, pęcherzami i nadmierną potliwością. Teraz aplikacja. Aplikator znajduje się 5–10 cm od skóry. Typowa dawka to 20–100 W. Czas terapii to 5–15 minut. Zwykle cała terapia to 10–15 sesji rozłożonych w czasie.

Ale skoro to pole jest dobre, to dlaczego tylko 5–15 minut? I po co te rozłożone w czasie sesje? Nie można szybciej albo stale? No właśnie, nie można. Efekt terapeutyczny polega bowiem na stymulacji organizmu, po czym – tu rzecz najważniejsza – musi być zapewniony czas i warunki na regenerację. Wielkość i czas stymulacji polem muszą być dobrane odpowiednio do kondycji organizmu, możliwości i czasu regeneracji. Podobnie, idąc na siłownię i podnosząc ciężary, uszkadzamy włókna mięśniowe, po to, by kiedy odpoczywamy, regenerowały się i przyrastały. Co by jednak było, gdybyśmy podnosili ciężary, nawet mniejsze, dzień i noc bez wypoczynku? Inny przykład – mikrodermabrazja. Poprawia funkcjonowanie skóry i pomaga uporać się z problemami skórnymi. Jaki byłby dobroczynny efekt, gdyby stosować ją codziennie, stale? Tego zrozumienia mechanizmów fizjologicznych organizmu eksperci ministerstwa zdają się nie posiadać. Mechanizmy i efekty działania czasowego różnią się diametralnie od efektów i mechanizmów wieloletniej, przewlekłej ekspozycji na promieniowanie.

Przykład drugi – mikrofalówka. W Białej Księdze znajdujemy kolejny rzekomy mit:

„Mikrofale wykorzystywane w radiokomunikacji działają jak kuchenka mikrofalowa”.

Eksperci Ministerstwa Cyfryzacji „rozprawiają” się z nim następująco:

„Kuchenki mikrofalowe wykorzystują ściśle określoną częstotliwość, wynoszącą dokładnie 2,45 GHz, której nie stosuje się w telefonii komórkowej. Częstotliwość ta została dobrana specjalnie tak, aby fale w „mikrofalówce” oddziaływały z cząsteczkami wody znajdującymi się w pożywieniu. Mówiąc wprost – podgrzewały je. Dopiero połączenie odpowiednio dobranej częstotliwości (2,45 GHz) oraz potężnej mocy (kuchenki mikrofalowe wytwarzają moc przekraczającą nawet 1000 watów, podczas gdy moc nadajnika typowego telefonu 4G/LTE nie przekracza 0,2 wata) dochodzi do podgrzewania pożywienia”.

Tymczasem, już po krótkim poszukiwaniu w sieci, trafiamy na stronę opisującą historię mikrofalówek [21]. Okazuje się, że efekt grzania żywności polem elektromagnetycznym zademonstrowała po raz pierwszy, w roku 1933, firma Westinghouse. Użyto nadajnika o częstotliwości 60 MHz (0,06 GHz) i mocy 10 kW. Żywność była umieszczona pomiędzy podłączonymi do nadajnika dwiema metalowymi płytkami. Udawało się w ciągu minut podgrzać ulubione przez amerykanów steki i ziemniaki. Skąd więc eksperci ministerstwa wzięli „odpowiednio dobraną częstotliwość 2,45 GHz”? Na pewno nie z fizyki. Efekt grzania wywołują bowiem wszystkie źródła promieniowania elektromagnetycznego dużej mocy, zarówno w zakresie fal krótkich, jak i mikrofal. W domowych kuchenkach mikrofalowych stosuje się częstotliwość [22] 2,45 GHz. Przemysłowe i medyczne urządzenia grzewcze w USA wykorzystują zaś częstotliwość 915 MHz [23]. Czyli taką, która należy do zakresu częstotliwości sieci telekomunikacyjnych GSM 900 w Polsce. Jeśli zaś chodzi o moc, to wykorzystywane przez operatorów w kraju anteny sektorowe stacji bazowych [24] mogą promieniować z mocą powyżej 4000 W [25]. W trosce o zdrowie, należy więc ostrzegać ludzi, by do anten stacji bazowych się nie zbliżali. A jak oceniać intencje i wiarygodność ministerstwa?

Kolejny przykład. Biała Księga oznajmia społeczeństwu, że:

„Mitem jest, że otaczające nas promieniowanie elektromagnetyczne to sztuczny wytwór człowieka”. W wyjaśnieniu ministerstwo stwierdza, że źródła sztucznych pól elektromagnetycznych „wpisują się w istniejące spektrum naturalnego pola elektromagnetycznego”.

Eksperci ministerstwa dochodzą do tego wniosku, przyjmując, że wystarczy porównać jedną wielkość fizyczną pól naturalnych i sztucznych, a mianowicie natężenie pola elektrycznego. Pomijają przy tym wszystko inne, w tym charakter i czas ekspozycji, częstotliwość, wartości średnie i szczytowe, szerokości pasma, modulację, polaryzację, itd. Ba, pomijają nawet ewolucyjny kontekst. Bez znaczenia jest dla nich, czy życie na Ziemi w tym naturalnym polu ewoluowało i rozwijało się od miliardów lat, czy też jest to pole naturze obce, wprowadzone przez człowieka dopiero teraz. Eksperci ministerstwa za nic mają też zrozumienie funkcjonowania organizmów żywych, zakłócenia naturalnych procesów elektrofizjologicznych w organizmie i inne skutki oddziaływań pól elektromagnetycznych. Wszystko, co według nich wystarczy sprawdzić, to natężenie pola elektrycznego w V/m. Jeśli to natężenie jest mniejsze lub równe polom naturalnie występującym w środowisku człowieka lub polom wewnątrz organizmu, to musi być (zdaniem ministerstwa) bezpieczne.

I tak, dowiadujemy się z Białej Księgi, że „natężenie pola elektrycznego przy powierzchni Ziemi wynosi 100–150 V/m”. Dowiadujemy się też, że „wewnętrzne (endogenne) pola elektryczne w organizmie mają natężenie rzędu 10–100 V/m”. Ponieważ obecny limit narażenia ludności w Polsce na promieniowanie elektromagnetyczne od stacji bazowych wynosi 7 V/m, to eksperci ministerstwa przekonują społeczeństwo, że jest to bezpieczne. Do tego dorzucają przykłady natężenia pola od sprzętu codziennego użytku, np. suszarki do włosów, które też okazują się być większe od 7 V/m, a przecież suszarek używamy i nic się nie dzieje.

Warto dodać, o czym eksperci ministerstwa nie wspominają, że pole elektryczne pomiędzy stykami 9V bateryjki wynosi 1500 V/m [26]. Czy bateryjka jest w takim razie bezpieczna? Przytoczmy jeszcze jeden fakt z biofizyki, przez Białą Księgę pomijany. Mitochondria. Mamy je niemal w każdej komórce ciała [27]. Otóż pole elektryczne błony mitochondrialnej wynosi 30 milionów V/m [28]! Zdecydowanie jest to pole naturalne, endogenne, występujące w organizmie ludzkim. Stosując więc wiedzę i logikę wywodu ekspertów ministerstwa, należałoby uznać rzecz absurdalną – że każde sztuczne pole elektromagnetyczne o natężeniu mniejszym niż 30 milionów V/m będzie dla ludzi bezpieczne. Bo „wpisuje się w istniejące spektrum naturalnego pola elektromagnetycznego”.

Jak to „wpisywanie się” w rzeczywistości wygląda? Jeśli wziąć pod uwagę zakres częstotliwości współczesnych sieci 2G/3G/4G/5G, to jeszcze kilkadziesiąt lat temu mieliśmy w Polsce poziom zbliżony do tła naturalnego. W jednostkach gęstości mocy ten poziom wynosił ok. 0,000001 (jedna milionowa część) mikrowata/m2. Dzisiaj, przyjmując obowiązujący w kraju limit, mamy 100 000 (sto tysięcy) mikrowatów/m2. Sztuczne promieniowanie, w którym żyjemy, jest więc 100 000 000 000 (sto miliardów!) razy większe niż poziom sprzed roku 1990. Prawda, że ładnie się w pole naturalne wpisuje? Rzeczywistość jest taka, że środowisko elektromagnetyczne jest obecnie najbardziej zanieczyszczonym przez człowieka środowiskiem naturalnym na Ziemi.

Prześledźmy, do czego prowadzi nas wiedza, zrozumienie i działania ministerstwa. W medycynie uznaną i wciąż stosowaną terapią są elektrowstrząsy (ECT – electroconvulsive therapy). Indukowane w mózgu pacjenta pola to 70–250 V/m, a więc, jak twierdzi Ministerstwo Cyfryzacji, „wpisują się w spektrum naturalne”. Eksperci ministerstwa przekonują zatem, że takie pola można bezpiecznie zaindukować w mózgach całego polskiego społeczeństwa na stałe, latami, 24h na dobę. Na głosy krytyki, że w badaniach na szczurach się to nie potwierdza, jak również, że nikt do tej pory nie badał tego na ludziach, ministerstwo odpowiada, że „w przypadku eksperymentów na zwierzętach nie jest oczywiste, ze względu na istotne różnice pomiędzy różnymi organizmami, czy wyniki można przenosić na ludzi”. Obywatel poddany działaniu ministerstwa wije się w konwulsjach i złości. Wszystko to na nic. Ma ręce związane Megaustawą. Ta nakłada na obywatela kary, które zasilają Fundusz Szerokopasmowy. Promieniowania będzie więc tylko więcej. Bezsilny i poniżony, obywatel odpuszcza, próbuje się dostosować i żyć. Dokuczają mu przewlekłe zmęczenie, kłopoty z koncentracją i pamięcią, zaburzenia widzenia, równowagi i rytmu serca. Może to elektrowrażliwość? Bezskutecznie szuka pomocy i zrozumienia. Ministerstwo zaś odpowiada – „Osoby zgłaszające objawy (…) często określa się w literaturze fachowej jako osoby samookreślające się jako nadwrażliwe”. (…) „sugeruje się, że przynajmniej część efektów można wytłumaczyć czynnikami psychologicznymi”. I dodaje, że nie zamierza dla wrażliwych tworzyć „średniowiecznych osad”.

Czytając Białą Księgę i wypowiedzi ministerstwa, temu podobnych przykładów znaleźć można wiele. Nie sposób w tej sytuacji nie pytać o intencje, wiedzę i zrozumienie ekspertów ministerstwa. O zrozumienie zjawisk bioelektromagnetycznych, ale i o szersze zrozumienie w ogóle. Czy tego poziomu wiedzy i zrozumienia ministerstwo użyło w swej wnikliwej ocenie bezpieczeństwa sieci 5G? Jeśli tak, to mamy do czynienia nie tylko z brakiem kompetencji. Mamy decyzje podjęte bez wiedzy i zrozumienia. Decyzje, które mogą skutkować narażeniem zdrowia całego społeczeństwa. Decyzje o wieloletnich, potencjalnie bardzo poważnych konsekwencjach. Jeśli zaś wiedza i zrozumienie ekspertów ministerstwa są rzeczywiście szersze, to dlaczego obywatele nie mają do tego dostępu? Dlaczego karmi się Polaków ograniczoną, wypaczoną i jednostronną wersją bioelektromagnetycznej rzeczywistości? Czy liczy się na to, że „ciemny lud to kupi”? Komu to służy?

Kwestie 5G dla zdrowia Polaków fundamentalne

Przykłady z Białej Księgi i wypowiedzi publicznych ekspertów ministerstwa można by mnożyć. Niemal wszystkie wskazują na brak kompetencji, wybiórczość w odniesieniu do faktów i stronnicze interpretacje. Istotne jest jednak, by to, co pisze i mówi ministerstwo, nie odciągnęło uwagi Polaków od kwestii dla zdrowia społeczeństwa fundamentalnych:

  • Kto jest odpowiedzialny za udowodnienie bezpieczeństwa dla zdrowia i życia technologii 5G, która ma objąć całą populację? Obywatele? Czy producenci i operatorzy wprowadzający tę technologię na obszar Polski, czerpiący korzyści finansowe z tego tytułu?
  • Kiedy taki dowód powinien zostać przedstawiony? Przed wprowadzeniem nowej technologii, czy kiedyś w przyszłości, kiedy straty w zdrowiu społeczeństwa będą już nie do odwrócenia?
  • W jaki sposób producenci i operatorzy wsparli naukę w zbadaniu 5G? Czy przekazali niezależnym instytucjom naukowym urządzenia sieci 5G do symulacji i badań? Czy, jeśli czują się odpowiedzialni za zdrowie Polaków, nie powinno im na tym od dawna zależeć?
  • Dlaczego operatorzy nie zostali zobowiązani Megaustawą do budowy sieci monitoringu pomiarowego [29] środowiska elektromagnetycznego? Skoro je zanieczyszczają, obywatele, w tym lekarze, muszą mieć bieżące, rzeczywiste dane o ekspozycji ludności, by móc oceniać jej wpływ.
  • Czy za racjonalne naukowo, a przede wszystkim za odpowiedzialne społecznie, można uznać poddanie całej populacji kraju promieniowaniu od technologii 5G, co do której bezpieczeństwa nie ma naukowej pewności?
  • Czy ministerstwo ma świadomość i liczy się z konsekwencjami tego, że w ten sposób pozbawia się bezpowrotnie naukę i obywateli kontroli i oceny skutków tej decyzji? Tracimy grupę kontrolną dla badań. Nigdy nie dowiemy się i nie przekonamy, jakie mogłoby być nasze zdrowie, gdybyśmy 5G nie wdrożyli.
  • Co tak ważnego, bardziej wartościowego od zdrowia obywateli, stoi na przeszkodzie temu, byśmy wdrożyli 5G stopniowo, na początku tylko tam, gdzie społeczność lokalna suwerennie o tym zdecyduje; jednocześnie uczynili priorytetem monitoring pomiarowy środowiska elektromagnetycznego oraz wnikliwe badania porównawcze stanu zdrowia obywateli na obszarach poddanych promieniowaniu 5G?

Trudno naprawdę zrozumieć, jak w obliczu tak fundamentalnych kwestii dotyczących zdrowia społeczeństwa, ministerstwo nie tylko je ignoruje, ale aktywnie ogranicza zakres, czas i miejsce debaty publicznej. Nie powstało żadne otwarte forum, na którym eksperci i osoby zaufania publicznego mogłyby zabrać głos. Prezentacja projektu Megaustawy, tzw. konsultacje [30] i głosowania nad nią odbywają się na szybko, do tego w okresie wakacyjnym. W jaki sposób służy to obywatelom i państwu?

Zarówno z punktu widzenia nauki, jak i racjonalnego, odpowiedzialnego działania, prawo obywateli do debaty w ważkich kwestiach zdrowia narodowego nie może być zamykane przez ministerstwo publikacją kolorowego przewodnika i Białej Księgi. Debata publiczna w sprawie 5G wymaga niezależnych, wielostronnych i wnikliwych analiz. Wymaga dyskusji w gronie ekspertów łączących i rozumiejących dziedziny pól elektromagnetycznych, biofizyki, zdrowia i technologii telekomunikacyjnych. W tym gronie powinny się również znaleźć osoby zaufania publicznego, powołane przez organizacje pozarządowe. Sprawa dotyczy zdrowia Polaków, a decyzja będzie miała daleko idące, wieloletnie konsekwencje.

Narażenie zdrowia a limity ekspozycji

Megaustawa, o limitach ekspozycji społeczeństwa na promieniowanie wprost nie mówi. Deleguje jednak ustalenie dopuszczalnych poziomów w art. 8.:

„Minister właściwy do spraw zdrowia, w porozumieniu z ministrem właściwym do spraw informatyzacji, określi, w drodze rozporządzenia, zróżnicowane dopuszczalne poziomy pól elektromagnetycznych w środowisku dla terenów przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniową i miejsc dostępnych dla ludności poprzez wskazanie…”

W tej delegacji i jej zapisie należy podkreślić dwie bardzo istotne kwestie. Po pierwsze, ministerstwo tym zapisem kwestionuje obecnie obowiązujące limity. Po drugie, ustala, że nowe poziomy dopuszczalne mają być „zróżnicowane (…) dla terenów przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniową i miejsc dostępnych dla ludności”. Do tej pory obowiązywał jeden wspólny poziom. W Przewodniku po 5G [31] ministerstwo skarży się ponadto, że „(…) w Polsce wciąż obowiązują regulacje dotyczące dopuszczalnego poziomu pola elektromagnetycznego, które są reliktem czasów radzieckich”.

Tymczasem, limit ustalony w Salzburgu (Austria) wynosi dla gęstości mocy 0,001 W/m2, czyli jest niższy 100 razy od polskiego [32]. Włoskie prowincje Perugia i Novara ustaliły limit na poziomie 1 V/m, czyli 7-krotnie niżej niż Polska [33]. Chiny, ojczyzna firmy Huawei, z którą Ministerstwo Cyfryzacji chce wdrażać 5G w Polsce, mają dwa limity. Jeden, ustalony przez państwową agencję ochrony środowiska, na poziomie 0,4 W/m2. Drugi, ostrzejszy, ustalony przez ministerstwo zdrowia, na poziomie limitu polskiego (0,1 W/m2). W praktyce, żeby uniknąć społecznych kontrowersji, operatorzy w Chinach stosują się do ostrzejszego limitu [34]. Nic nie wiadomo o tym, by Chiny miały zamiar te przepisy „liberalizować”.

Zatem na jakiej podstawie naukowej ministerstwo kwestionuje dzisiaj obowiązujące poziomy dopuszczalne? I na jakiej podstawie ustala, że poziomy powinny być teraz zróżnicowane? Czy to oznacza wyższe dopuszczalne poziomy ekspozycji na promieniowanie 5G po wyjściu obywatela z domu? Czy staje się wtedy bardziej odpornym na szkodliwy wpływ promieniowania?

W kontraście do stanowiska ministerstwa, w raporcie NPZ/IMP [35] znajdujemy ocenę i uzasadnienie podtrzymujące dotychczas obowiązujące w kraju limity ekspozycji. Podkreśla się, że:

  • „przyjęcie przepisów bardziej restrykcyjnych niż minimalne wymagania (czy rekomendacje) UE jest jak najbardziej zgodne z obowiązującą w niej zasadą ostrożności”,
  • „zasada ostrożności powinna mieć zastosowanie, jeśli ocena naukowa nie pozwala stwierdzić z wystarczającą pewnością, czy istnieje ryzyko dotyczące zdrowia ludzkiego”.
  • „Trzeba działać, ponieważ «zważywszy na coraz większe narażenie ludności (…) koszt ekonomiczny i ludzki niepodjęcia działań mógłby być bardzo wysoki, gdyby wczesne ostrzeżenia zostały zlekceważone»”,
  • „(…) ekspertyzy naukowe muszą być niezależne i absolutnie wiarygodne, tak aby można było dysponować «przejrzystą i obiektywną oceną potencjalnie szkodliwych skutków dla środowiska naturalnego i zdrowia ludzkiego»”.

Warto zapytać, gdzie są te niezależne i absolutnie wiarygodne ekspertyzy naukowe Ministerstwa Cyfryzacji, dowodzące potrzeby zmiany (liberalizacji?) limitów ekspozycji oraz ich zróżnicowanie? Na pewno nie znajdziemy ich w raporcie Narodowego Programu Zdrowia. Istotne jest też, by mieć świadomość, że sformułowane jeszcze w latach 90-tych i obowiązujące do dzisiaj limity ekspozycji ludności, opierają się na pomiarze tylko jednej wielkości fizycznej. Jednej z bardzo wielu charakteryzujących promieniowanie elektromagnetyczne. Mierzona jest uśredniona w czasie wartość natężenia pola lub gęstości mocy. Tymczasem, wiele badań naukowych z ostatnich lat potwierdza, że szkodliwość dla zdrowia zależy nie tylko od tej wartości, ale innych wielkości ekspozycji. W tym wartości szczytowej w impulsie [36], modulacji [37], polaryzacji [38], jak również synergistycznego oddziaływania kilku różnych źródeł, a nawet efektów rezonansowych ze strukturami ludzkiego DNA [39]. Te czynniki okazują się mieć istotny wpływ na efekty biologiczne, nawet jeśli średnie wartości natężenia pola czy gęstości mocy są niewielkie. Jak dotąd, wszystkie te czynniki nie są brane pod uwagę przy ustalaniu limitów dla ludności.

W odniesieniu do limitów, raport NPZ/IMP podkreśla również słabość obecnie przyjętych metod analizy danych naukowych i kryteriów wnioskowania. Są one przyjęte arbitralnie, bez dowodów. Nie uwzględnia się „zakłócenia naturalnych procesów elektrofizjologicznych w organizmie”, a także „groźnych dla zdrowia i życia ludzi zagrożeń pośrednich i szczególnych wymagań koniecznych dla ochrony użytkowników implantów medycznych”.

NPZ/IMP podkreśla też, że „…analiza elektrodynamicznych skutków oddziaływania promieniowania mikrofalowego bazuje na prawach klasycznej elektrodynamiki. Precyzyjna analiza skutków oddziaływania promieniowania mikrofalowego powinna obejmować ponadto konsekwencje dla procesów biochemicznych, ich dynamiki i parametrów probabilistycznych, jakie opisują modele uwzględniające prawa elektrodynamiki kwantowej (wykorzystywanej m.in. w projektowaniu urządzeń elektronicznych pracujących w paśmie mikrofalowym)”.

W powyższym kontekście, maksymalne dopuszczalne limity ekspozycji ludności oraz sposoby ich dotrzymania nie mogą być dla obywateli gwarancją bezpieczeństwa dla zdrowia. Wprowadzenie sieci 5G zwiększy jeszcze istotnie rzeczywistą, sumaryczną ekspozycję ludności na promieniowanie. Na promieniowanie nowego typu, o odmiennym charakterze, częstotliwościach, pasmach, modulacji i polaryzacji. Promieniowanie do tej pory niemierzone i przez naukę niezbadane. Ten eksperyment odbywa się więc na obywatelach na żywo. Bez ich świadomej zgody i bez gwarancji bezpieczeństwa. Dopiero przyszłe badania naukowe lub dramatyczne pogorszenie się stanu zdrowia społeczeństwa będą mogły wyniki tego eksperymentu zweryfikować.

Megaustawa 5G część 1

Reaguj! Chcesz pomóc w kampanii obywatelskiej przeciwko zwiększeniu norm PEM? Napisz do: rafal.gorski@instytut.lodz.pl

Podpisz petycjęhttps://obywateledecyduja.pl/kampania/stop-smog-5g/


Przypisy do części 2

15. Man-In-The-Middle attack.

16. np. przez podstawione, fałszywe stacje bazowe, tzw. IMSI Catcher.

17. MC chce rozwijać sieć 5G wspólnie z chińską firmą Huawei, oskarżaną w ostatnich latach wielokrotnie o szpiegowanie i instalację backdoor’ów. Huawei niedawno oświadczył, że jest w stanie poddać swoje urządzenia niezależnym testom. Pytanie, czy polskie służby takie testy zamierzają wykonać? Czy dysponują odpowiednią wiedzą, zapleczem ludzkim i sprzętowym oraz budżetem? USA wprowadziły zakaz w stosunku do technologii 5G Huawei. Sankcje wprowadziła też Wielka Brytania. Pytanie, czy ktoś z sojuszników Polski wesprze nas w weryfikacji bezpieczeństwa urządzeń 5G Huawei?

18. https://www.gov.pl/web/5g/biala-ksiega1

19. Badanie National Toxicology Program – rządowego amerykańskiego programu toksykologicznego.

20. Z punktu widzenia metody naukowej oznacza to „nigdy”. Nauka bowiem rozwija się między innymi przez kwestionowanie i weryfikację poprzednich założeń, hipotez i modeli. Co za tym idzie, ostateczne i bezsprzeczne potwierdzenie mechanizmów oddziaływań i ich istoty nie należy do dziedziny nauki.

21. https://en.wikipedia.org/wiki/Microwave_oven

22. Do generowania mikrofal w kuchenkach i urządzeniach grzewczych wykorzystywany jest magnetron. Ze względu na swoją konstrukcję nie emituje on jednej częstotliwości, ale dość szerokie ich spektrum, ok. 20 MHz; dla tego typu urządzeń przewidziane jest pasmo 2,412 GHz – 2,483 GHz.

23. Ta znajduje się w zakresie pasma GSM900. Dlatego częstotliwość 915 MHz w EU nie jest dopuszczona dla mikrofalowych urządzeń grzewczych – mogłyby powodować zakłócenia w systemach GSM/UMTS/LTE 900.

24. HUAWEI ADU4518R8

25. Antena Huawei ADU4518R8 zasilona z nadajnika o typowej mocy 80 W (2x40W), uwzględniając tłumienie toru antenowego 0,3 dB i zysk energetyczny anteny 17,6 dBi, promieniuje z mocą EIRP 4295 W.

26. Odległość pomiędzy stykami to 6 mm; dzielimy 9 V przez 0,006 m = 1500 V/m.

27. Ilości są zróżnicowane dla różnych tkanek; np. w wątrobie 100000; czerwone ciałka krwi mitochondriów nie zawierają.

28. Różnica potencjałów (napięcie) na błonie mitochondrialnej to 150–200 mV; jej grubość to około 5 nm; 150–200 mV / ~5nm = 30 mln V/m.

29. Chodzi o monitoring pomiarowy w czasie rzeczywistym – omówiono go szczegółowo dalej, w rozdziale „Monitoring czy cyfrowa ułuda”.

30. Konsultacje ogłoszono w grudniu, w okresie przedświątecznym i świątecznym. Autor niniejszej ekspertyzy wysłał do Ministerstwa Cyfryzacji 30 grudnia ubiegłego roku list z pytaniami, uwagami i komentarzami. Potwierdzenie odczytu maila przez ministerstwo otrzymał 16 stycznia. Nigdy nie otrzymał odpowiedzi. Ministerstwo ogłasza społeczeństwu, że kieruje się w konsultacjach następującymi zasadami: https://www.gov.pl/web/cyfryzacja/jak-prowadzimy-konsultacje.

31. https://www.gov.pl/web/5g/przewodnik-po-5g

32. w odniesieniu do gęstości mocy promieniowania

33. w odniesieniu do natężenia pola elektrycznego

34. Dane z opracowania „Human Radio Frequency Exposure Limits: an update of reference levels in Europe, USA, Canada, China, Japan and Korea”; Haim Mazar (Madjar), RF Spectrum Management and Engineering, ATDI, Warsaw.

35. Narodowy Program Zdrowia, Instytut Medycyny Pracy w Łodzi: „Oddziaływania elektromagnetycznych fal milimetrowych na zdrowie pracowników projektowanych sieci 5G i populacji generalnej”; zespół pod red. prof. dr. hab. Med. Konrada Rydzyńskiego.

36. Patrz limity i sposoby pomiaru określone w przeglądzie Europejskiego Instytutu Medycyny Środowiskowej EUROPAEM 2016, na podstawie naukowego przeglądu i analizy tysięcy badań z ostatnich trzech dekad.

37. Evidence for disruption by the modulating signal; Carl F. Blackman.

38. Polarization: A Key Difference between Man-made and Natural Electromagnetic Fields, in regard to Biological Activity; Dimitris J. Panagopoulos, Olle Johansson, George L. Carlo, 2015

39. Wspomina o tym raport NPZ/IMP, m.in.: „Ciasne upakowanie nici DNA powoduje, że może ona wchodzić w rezonans również z pozornie całkowicie nierezonansowymi częstotliwościami …, gdyż niemal cała chmura wolnych elektronów wzdłuż obu stron spirali utworzonej przez pary zasad zapewnia ścieżkę przewodzenia w odpowiedzi na zewnętrzne PEM.”