Na drodze do katastrofy


W 2019 roku Dzień Długu Ekologicznego przypadł na 29 lipca. Do tego dnia zużyliśmy taką ilość naturalnych zasobów Ziemi, jaka powinna nam wystarczyć do całorocznej produkcji i konsumpcji, jeśli chcemy, żeby nasza planeta była w stanie odnawiać swoje naturalne bogactwo. Amerykański badacz, Dennis Meadows, twierdzi, że wszystko ma swoje granice. Jak długo Ziemia zniesie taką eksploatację?

Jeszcze w latach 90. XX wieku Dzień Długu Ekologicznego przypadał na połowę października. Dekadę później była to już końcówka sierpnia. Od 2010 roku sytuacja nieznacznie zaczęła się polepszać. Udało nam się zatrzymać wysokie tempo eksploatacji zasobów Ziemi, ale podjęte starania trudno nazwać czymś więcej, niż tymczasowym oddaleniem wyroku.

Błędne koło rosnącej konsumpcji
Co wpływa na ciągle zwiększający się poziom eksploatacji naszej planety? Naukowcy wskazują kilka czynników. Jednym z najważniejszych jest przeludnienie. Każdy obszar zasiedlany przez ludzi posiada swój limit, którego przekroczenie oznacza zachwianie równowagi ekologicznej. Nie chodzi tutaj wyłącznie o to, ilu ludzi może mieszkać na danym terenie, co o jego możliwości uprawy i ich zdolność do regeneracji. Już teraz produkowana masowo żywność traci na jakości. Kolejnym krokiem może być jej niedostatek.

To jednak nie koniec. Wzrasta również ilość surowców potrzebnych w produkcji. Szacuje się, że produkcja 1 kilograma wołowiny wymaga zużycia około 40 tysięcy litrów wody. Około 10 kilogramów sprzętu komputerowego to zużycie blisko 7 ton surowców. Jeśli powiążemy to z cyklem życia produktów, który ze względów rynkowych jest sztucznie zaniżany przez producentów, okaże się, że jesteśmy na prostej drodze do katastrofy.

Wzrastający poziom produkcji i konsumpcji to również większe zużycie energii. Problem ten w bardzo ciekawy sposób opisał Dennis Meadows. Amerykański badacz wskazał na pewną sprzeczność – wraz ze stopniowym wzrostem temperatur na świecie, coraz powszechniej zaczęto stosować klimatyzatory. Te z czasem zużywały coraz więcej energii, co z kolei wpłynęło na zwiększenie emisji CO2 do atmosfery. Naturalną konsekwencją jest oczywiście jeszcze większy wzrost temperatur.

Musimy się zmienić – propozycje Meadowsa
Zdaniem Meadowsa nasza sytuacja przypomina trochę sytuację człowieka, który wyskoczył z dachu wieżowca, ale w połowie drogi stwierdził, że „w sumie jakoś leci”. Badacz uważa, że problemy, z jakimi się borykamy, są do rozwiązania, ale wymagają zmian w sposobie myślenia i korzystania z zasobów ziemskich. Alternatywny scenariusz to naturalne zmniejszenie populacji wskutek głodu i zmian klimatycznych.

Każdemu, kto chciałby zapoznać się z przemyśleniami Meadowsa, proponujemy lekturę jego „Granic wzrostu”, w których razem z pozostałymi ekspertami z zespołu Massachusetts Institute of Technology przedstawia możliwe konsekwencje stale rosnącej produkcji i konsumpcji oraz wzrastającego zużycia energii. Raport pochodzi z 1972 roku.

Po upływie blisko 50 lat Meadows poddał weryfikacji swoje wcześniejsze analizy. Do jakich doszedł wniosków? To można sprawdzić na kanale YouTube Instytutu Spraw Obywatelskich.

Zachęcamy do obejrzenia i wysłuchania wystąpienia (materiał z napisami w języku polskim).