Nasza recenzja: Ludzie kontra technologia. Kto wygra?


Tytuł wydaje się znajomy? Jeśli w ogóle to czytasz, wszystko wskazuje na to, że jesteś człowiekiem Internetu. Co za tym idzie, jesteś uwikłany właśnie w tę walkę, tylko może jeszcze o tym nie wiesz. Jeśli tak jest, być może z pomocą przyjdzie Ci pewna lektura.

Trzeba przyznać, że ciężko nie być w dzisiejszych czasach ignorantem. Wraz z rozwojem nauki rośnie nasze zbiorowe rozumienie świata, ale jednocześnie jako jednostki, możemy czuć się coraz bardziej zagubieni: ciężko przecież bez wąskiej specjalizacji w danej dziedzinie zrozumieć ideę fizyki kwantowej, czarnych dziur, edycji genów za pomocą systemu CRISPR, czy tego, jak działa sztuczna inteligencja i jaki jest jej potencjał. I choć może trzy pierwsze kwestie nie powinny nam spędzać snu z powiek, tak ostatnia – jak sugeruje Elon Musk, przedsiębiorca stojący za takimi projektami jak Tesla czy SpaceX – jest „największym zagrożeniem dla ludzkości”, które porównał do „wzywania demonów”[1]. Brzmi strasznie? Bez wątpienia. Idąc dalej, brak możliwości ustosunkowania się do tej apokaliptycznej wizji może sprawić, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy w ogóle jest sens wstać do pracy, skoro koniec i tak jest już na horyzoncie.

Szukając odpowiedzi na nurtujące mnie pytania i chcąc odnaleźć jakiś punkt zaczepienia w naszej nieprzerwanie ewoluującej rzeczywistości, trafiłam na książkę „Ludzie przeciw technologii. Jak Internet zabija demokrację (i jak ją możemy ocalić)” autorstwa Jamiego Bartletta, brytyjskiego dziennikarza. Wydana po raz pierwszy w 2018 roku, przywołuje najbardziej aktualne wątki ze świata sztucznej inteligencji i tego, jak wpływa ona na naszą demokrację.

sztuczna inteligencja

Bartlett oferuje krytyczne spojrzenie na to, jak sztuczna inteligencja wpływa na kwestie codziennego ludzkiego życia, a w szczególności na ustrój polityczny, w którym żyjemy także w Polsce – na demokrację. To, co wyłania się z lektury książki, to potrzeba zmiany optyki. Być może nie powinniśmy bać się potężnych androidów, lecz tego, czego nie widzimy, a co otacza nas z każdej strony już dziś: algorytmów i maleńkich urywków danych, które codziennie wypuszczamy w świat, będąc użytkownikami Internetu.

Dużo mówi nam już rozdział pierwszy książki, zatytułowany „Nowy panoptykon”. Jesteśmy obserwowani przez cały czas, nie będąc tego świadomi, a to ma wpływ na nasze wybory.

W rozdziale „Globalna wioska” autor pokazuje, jak w nowej rzeczywistości odnajduje się świat polityki. Rozwija ten wątek w rozdziale „Software’owe wojny”. Bartlett pokazuje nam, jak jesteśmy manipulowani za pomocą danych – śladów, które zostawiamy w Internecie: od „niewinnego” microtargetingu pod postacią personalizacji reklam, do dostosowywania kampanii wyborczej  kandydatów na najwyższe urzędy pod kątem danego użytkownika Internetu. Ukazuje, jak sztuczna inteligencja może zagrażać demokracji, przyglądając się na przykład głośnemu skandalowi Cambridge Analytica.

W rozdziale „Demokracja bezzałogowa” Bartlett ostrzega przed wpływem sztucznej inteligencji na obywateli, szczególnie na klasę średnią. Mówi także o niebezpieczeństwach stwarzanych przez wielkich graczy, takich jak Google, czy Facebook, którzy za sprawą monopolu stale rosną w siłę. Zajmuje się też najczarniejszym scenariuszem – możliwością powstania kryptoanarchii, w której dąży się do pozbawienia państwa możliwości jakiejkolwiek kontroli i znosi się istniejący uprzednio kanon norm i zasad.

Być może z powodu świeżości wielu wątków i zagrożeń związanych z przesadnym teoretyzowaniem, książka posiada szereg niedociągnięć i miejsc, w których jej potencjał nie został w pełni zrealizowany. Dlaczego więc mimo tej lekkiej dozy krytyki uważam ją za świetną pozycję? Jest to książka, która oprócz skupiania w sobie wiedzy na poruszany temat, pełni dodatkową, użyteczną rolę: zmusza nas, byśmy przyznali się do tego, że problem istnieje i dotyczy każdego z nas. Jest to pewnego rodzaju manifest człowieka zmartwionego rzeczywistością, w której przyszło mu żyć i chcącego ją zmienić, póki jest na to szansa. Książka zachęca do dalszego pogłębienia wiedzy i wzięcia odpowiedzialności za to, w jakim kierunku zdaje się iść nasza rzeczywistość.

Co ważne, Bartlett nie pozostawia czytelnika bez wsparcia – na koniec oferuje 20 sposobów, które pomogą ocalić demokrację: zachęca do nauczania krytycznego myślenia, zmiany regulacji związanych z prowadzeniem kampanii wyborczych czy przyjrzenia się kryptowalutom.

sztuczna inteligencja i człowiek

Dzięki Bartlettowi nie musimy być neuronaukowcami, by nie pozostawać ignorantami w kwestiach związanych ze sztuczną inteligencją. Co więcej, być może jest jeszcze czas, by zmierzyć się z apokaliptycznymi wizjami i mieć wpływ na ograniczenie szkodliwego działania sztucznej inteligencji. Świadomość zagrożeń to pierwszy i decydujący zarazem krok na drodze do zmiany na lepsze. Mówią, że niewiedza to błogosławieństwo, ale w tym wypadku może to być błogosławieństwo krótkoterminowe. Świat pędzi i nic nie zapowiada, by miał się zatrzymać.

Zachęcamy do przeczytania.

Marta Brewer

„Ludzie przeciw technologii. Jak Internet zabija demokrację (i jak ją możemy ocalić)” autorstwa Jamiego Bartletta ukazała się nakładem wydawnictwa Sonia Draga, 2019.


[1] https://www.vox.com/future-perfect/2018/11/2/18053418/elon-musk-artificial-intelligence-google-deepmind-openai [dostęp: 14.08.2019]