Słona cena chaotycznej zabudowy

  • Apartamenty Sienna 65 autor: R. Górski

W ostatnich dniach marca 2019 roku przez portale społecznościowe i media przetoczyła się w Internecie gorąca dyskusja. Dotyczyła pomysłu zbudowania blisko granic Zakopanego… 15-piętrowego wieżowca. Jego dach miał przypominać dachy góralskich chat. Na razie wizualizacja projektu zniknęła ze strony internetowej. Sprawdźmy, co jest źródłem powstawania takich  zadziwiających pomysłów.

Jak poinformował między innymi Dziennik.pl, wieżowiec z pokojami hotelowymi chciałaby wznieść w Zakopanem firma z Austrii. Budowa miałaby ruszyć w I kwartale 2021 roku. Na tle gór budynek wyglądał tak, jakby ktoś przypadkowo upuścił klocek na środek górskiej łąki.

Sytuacja przywodzi na myśl komedię Stanisława Barei „Poszukiwany, poszukiwana” i scenę, w której dyrektor, niemający pojęcia o architekturze, przestawia na chybił trafił modele budynków na makiecie. I w ten właśnie sposób decyduje o zabudowie terenu.

Scena z filmu wzbudza śmiech. Jednak jeśli uznamy ją za ilustrację chaosu, który od wielu lat panuje w zarządzaniu naszą przestrzenią użytkową, robi się smutno.

Wysoka cena bałaganu

Cały czas sytuację bada Komitet Przestrzenny Zagospodarowania Kraju przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk. W 2016 roku Komitet rozpoczął prace nad najnowszym raportem. Pracowało nad nim blisko 30 ekspertów z 10 ośrodków akademickich.

W ten sposób powstały „Studia nad chaosem przestrzennym”. Składają się z trzech tomów, które zawierają łącznie 840 stron. Raport opisuje problem, jego przyczyny, liczy koszty i proponuje rozwiązania. Wyniki raportu zaprezentowano 21 marca 2019 roku w Warszawie podczas konferencji Najwyższej Izby Kontroli.

W spotkaniu uczestniczył również Rafał Górski, prezes Instytutu Spraw Obywatelskich, należącego do szerokiej koalicji organizacji społecznych, które wystosowały do władz samorządowych apel o większą jawność przy podejmowaniu decyzji o rozbudowie miast.

Według ogólnych szacunków Komitetu złe planowanie przestrzenne kosztuje nas około 84,3 mld zł rocznie. To rachunek za lata zaniedbań. Dla porównania w projekcie ustawy budżetowej na 2019 rok w skali kraju wydatki na szkolnictwo wyższe mają wynieść 16,6 mld zł, a na ochronę zdrowia 8,3 mld zł.

Sytuację badała też w latach 2010-2016 Najwyższa Izba Kontroli. Okazuje się, że chaos przestrzenny często jest związany z powszechnym brakiem planów zagospodarowania przestrzennego.

Tracimy wszyscy

Oprócz strat materialnych ponosimy również duże straty społeczne. Chaotyczne wznoszenie budynków, często w rozproszeniu, powoduje, że później trudno na takim obszarze zorganizować usługi, komunikację publiczną, zbudować sieć dróg. W przypadku zabudowy jednorodzinnej i indywidualnych systemów ogrzewana możemy się jeszcze spodziewać dużego zanieczyszczenia powietrza.

Obecnie tylko około 30% powierzchni Polski objęte jest planami zagospodarowania przestrzennego. Przygotowanie planów zabiera dużo czasu i jest kosztowne. Być może dlatego samorządy nie zawsze mają możliwości lub chęci na ich opracowanie.

Poza planami zagospodarowania przestrzennego, wyłącznie na podstawie decyzji administracyjnej władz lokalnych, powstaje połowa inwestycji budowlanych. Takie postępowanie wywołuje chaos i bywa, że osiedla buduje się… w polu.

Jak zmienić sytuację?

Problem jest bardzo poważny. – Gdybym miała zrobić top listę największych grzechów polskiej transformacji, to zaniechanie planowania przestrzennego znalazłoby się tam na pierwszym miejscu – stwierdziła profesor Elżbieta Mączyńska z Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Zdaniem prezesa NIK, Krzysztofa Kwiatkowskiego, koszty związane z rozproszeniem zabudowy dotykają nas wszystkich, co potwierdzają także kolejne kontrole NIK.

Według autorów raportu miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego powinny obejmować całe gminy, dzielnice, sołectwa. Trzeba przywrócić standardy urbanistyczne. Ich zadaniem jest określenie warunków wznoszenia budynków mieszkalnych na terenach z dostępem m.in. do przedszkoli, przystanków komunikacji miejskiej, szkół podstawowych, miejsc parkingowych. Potrzebne są działania na poziomie centralnym. Nie wystarczą lokalne inicjatywy.

Zwrócono też uwagę, że trzeba zlikwidować sytuacje, kiedy zarabia jeden podmiot, a koszty funkcjonowania całości ponosi społeczeństwo. Na przykład wybudowanie osiedla w szczerym polu przyniesie zysk tylko deweloperowi. Budowa dróg, zorganizowanie transportu publicznego, punktów handlowych czy usługowych to już zadania dla administracji lokalnej, których koszty pokrywa się z podatków ogółu. To jedynie kilka propozycji z obszernego raportu.

­– Wszyscy mamy dość tego, co się dzieje z przestrzenią publiczną w Polsce – stwierdziła Maria Szwałko, dyrektor Departamentu Polityki Przestrzennej w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju.

Skoro tak jest, to może wreszcie ktoś z decydentów przeczyta uważnie raport Komitetu i podejmie temat?